niedziela, 6 listopada 2011

Spotkanie

-Chcesz wiedzieć jak go spotkałem? Totalna wariacja, czysty przypadek. Serio. Jechałem za kolejnym zleceniem. Co?... Nie pamiętam za czym, naprawdę nie wiem... Tak, tak jak sobie przypomnę to Ci powiem. Wracając do sedna, jechałem swoim pickupem... co? Stary wyluzuj, chcesz wiedzieć skąd miałem auto czy jak go spotkałem? No właśnie. Jechałem do Manhattanu, a właściwie do Downtown. Gdzieś za ostatnim skrzyżowaniem przed tym co kiedyś było miastem, jechałem jakieś 50-60 mil/h, i wyobraź sobie złapałem gumę. Na samym środku pustyni, w połowie dnia, do najbliższego miasta jakieś 19 mil... no właśnie lekka chujnia. No nic zabieram się za naprawę koła, opona rozdarta zapasowej brak i jak na złość wszystko co mogło by załatać tę dziurę wymieniłem na nowy plecak. Po prostu kurwa zajebiście. Właśnie wtedy usłyszałem ten dźwięk, ten specyficzny dźwięk, ostatni raz słyszałem go ponad rok temu. Byłem przekonany ze to tylko złudzenie, ale nie, dźwięk się nasilał. Wstałem od koła i go zobaczyłem, to był on mój Gimbus. Tak dokładnie ten sam. Widać było ze był już po przejściach, trochę mnie zastanawiało co robi tu sam bez karawany. Wtedy ujrzałem Go za kierownica, pomyślałem wóz albo przewóz. Wyszedłem na środek ulicy rozłożyłem ręce i czekałem co się stanie... Już, już spokojnie tylko łyknę piwa... Wiec stałem tak z rozłożonymi łapami, a ten mały skórwysyn chciał mnie przejechać, czaisz. Owszem zwolnił ale musiałem odskoczyć bo by mnie rozjechał... Co? Ok, może i sobie zasłużyłem, jednak odrobina szacunku dla ojca się należy... Ha, ha, ha no tak zwolnił, szacunek jak nic.


Oparłem się o auto i czekałem co będzie dalej. zatrzymał się... Raczej to nie wyszło z jego inicjatywy, pewnie oni go namówili... Zaraz sie dowiesz co i jak luz... Z busa wyszedł Frank... Tak tez prawie pasknąłem śmiechem... Wiesz jak to Frank, marynareczka, spodnie w kant, worzonko i łapa w temblaku. Podchodzi do mnie i wyciąga łapę - Cześ jestem Frank, coś się stało? - Spojrzałem jak na wariata, pomyślałem - Nie nic kurwa, auto mam rozwalone a wy chcieliście mnie rozjechać - Wymieniliśmy parę zdań... boże coś taki niecierpliwy dobra, dobra już przechodzę dalej... Tak wiec co to ja chciałem a już wiem, wyszedł do mnie Angel. Wyobraź sobie ze pierwsze co do mnie powiedział to - O co chodzi prze pana... Tak chwile pogadaliśmy, wiem miał mi cały czas za złe ze ich zostawiłem. Zgodził się podrzucić mnie na Manhattan w zamian za Pickupa... Pomyślałem ze może chociaż w ten sposób zacznę spłacać cała krzywdę jaka mu wyrządziłęm. Zostawiliśmy pickupa na poboczu i ruszyliśmy do miasta...

Dobra, idę spać jestem już dzisiaj zmęczony jutro opowiem Ci resztę... Nie naciskaj, masz kup sobie coś do picia ja spadam trzymaj się do jutra..

1 komentarz: